poniedziałek, 6 czerwca 2016

One More Chance 3

- Możemy poro...
- Nie!
- Proszę...
- Powiedziałam nie! - zamknęłam drzwi.  Dzień w dzień to samo. Kwiaty,  przylepiony uśmiech i przeprosiny. Miałam już tego dosyć...
- Kto to był? - usłyszałam głos swojej matki. Odwróciłam się.
- Wiesz kto. - mruknęłam i poszłam do kuchni. Pomieszczenie było małe, ale przestronne.  Dwa duże okna i białe szafki. Podłoga była wyłożona czarnymi płytkami, a tuż obok drzwi stał duży, czarny stół z białymi krzesłami.
- Odpuść mu. Widzisz jak się stara.
- Tak samo jak mój ojciec. Pamiętasz? Było tak samo. Bił,  następnego dnia przepraszał, a potem znowu się denerwował. Ja nie chcę tak żyć.
- Michael jest inny. - matka usiadła przy stole, natomiast ja podeszłam do okna. Widok z niego był przepiękny- panorama miasta. Ludzie, niczym mrówki poruszali się po ulicach. - Skąd w tobie taka zmiana? Przecież go nie lubisz. Nie wiesz,  czy nadal bierze leki, czy przestał. - mruknęłam wpatrując się w zachód słońca.
- Ale mam oczy. Z nałogu nie jest łatwo wyjść. Sam sobie nie poradzi. Widzę jak się stara. Codziennie sterczy pod drzwiami,  a Ty mu dajesz kosza.
- Masz mnie i małej już dosyć, prawda? - uśmiechnęłam się. - Za długo tutaj siedzimy?
- Zdecydowanie. - powiedziała. Obie zaczęłyśmy się śmiać, co trochę rozluźniło atmosferę. - Dwa tygodnie to za dużo.
- Zawsze byłaś na nie. - odwróciłam się,  opierając dłonie na blacie. - Nie lubiłaś go, a teraz co? Nagła zmiana?
- Nadal go nie lubię. - uśmiechnęła się. - Jest dla ciebie za stary, ale zmienił się. To widać.
- Nie mamo. Nie wybaczę mu tego, dopóki on na serio się nie zmieni. Myśli, że jedno przepraszam wszystko naprawi. Kocham go, ale przesadził. Przecież on chciał mnie uderzyć.
- Ale nie zrobił tego.
- Bo w domu był jego brat. Gdyby nie jego obecność,  to jestem pewna,  że Michael by dał mi w twarz. Jest taki sam, jak mój ojciec. - wyszłam z pomieszczenia. Na korytarzu stała mała ubrana w fioletowe piżamki. W dłoniach trzymała różową zabawkę. - Dziecko. Czemu nie śpisz? - mruknęłam.
- Dzie jest tatuś? - przytuliła się do swojego misia.
- Tatuś jest u siebie w domu. - chciałam wziąć Charlie na ręce, ale dziecko zaczęło mi się wyrywać.
- Ja chcę do taty!
- Posłuchaj kochanie. - przykucnęłam. - Tatuś teraz musi odpocząć. - dziwnie się czułam kłamiąc.
- Kiedy przyjedzie?
- Nie wiem. - pocałowałam ją w główkę. - Chodź. Teraz pójdziemy spać. - złapałam córeczkę za rękę.

*

Usłyszałam dziwny huk. Ktoś dobijał się do drzwi. Powoli zwlekłam się z łóżka i założyłam różowy szlafrok. Zapaliłam lampkę i spojrzałam się na zegarek. Była trzecia w nocy. Słyszałam, jak moje dziecko niespokojnie wierciło się w łóżeczku. Powoli, nie chcąc obudzić Charlie wyszłam z pokoju. Wyszłam na korytarz. Uporczywe pukanie dochodziło zza drzwi wejściowych. Otworzyłam je. Moim oczom ukazał się Michael. Był pijany.
- O! No wreszcie. - próbował przejść przez próg, jednak nadmiar alkoholu sprawił,  że mój mąż nie zauważył wzniesienia i runął jak długi na podłogę.
- Wstawaj! - pomogłam mu stanąć na nogi.
- Muszę...do...łazienki... - wyjęczał. Zaprowadziłam go tam. Był tak pijany, że nie mógł sobie poradzić z rozporkiem od spodni. Minęło sporo czasu,  kiedy Michaelowi wreszcie udało się załatwić.  - Ile wypiłeś? - zapytałam, kiedy wyszedł. - Troszkę. - wymamrotał.
" No cóż... Nie puszczę Ciebie w takim stanie... "
Zaprowadziłam go do mojego pokoju. Był on stosunkowo mały. Moje łóżko,  łóżeczko małej, kojec,  szafa i biurko z komputerem.
- Rozbieraj się - usiadłam na łóżku. Mój mąż ledwo trzymając się na nogach, próbował zdjąć z siebie koszulę. Miałam z niego niezły ubaw. Dobre dziesięć minut zajęło mu odpinanie dwóch guzików.
- Pomóż. - podszedł do mnie i nachylił się.  Chyba miał zamiar mnie pocałować.  Jednak ja odwróciłam głowę,  co spowodowało, że Michael znowu stracił równowagę i padł na łóżko. Po chwili usłyszałam głośne chrapanie. Obróciłam mężczyznę na plecy i zaczęłam zdejmować z niego garderobę. Pod jasnoniebieską koszulą miał białą podkoszulkę. Dłońmi delikatnie dotykałam jego ramiona i tors. Moje palce zjechały w dół, napotykając pasek od spodni. Przygryzłam dolną wargę.
Michael wkurzył mnie, to fakt,  ale widząc jego ciało chciałam mu przebaczyć.
Nie. Nie możesz tego zrobić. Musi mieć nauczkę.
Racja. Kara musi być.
Zajrzałam do łóżeczka. Mała słodko spała. Zajęłam się zdejmowaniem spodni, kiedy to z jednej kieszeni wypadł pojemniczek. Spadł na podłogę i potoczył się pod same drzwi.
- Demerol. - przeczytałam etykietę jednocześnie podnosząc rzecz. Ta nazwa była dla mnie nowa. Podeszłam do komputera. Demerol... Demerol... - Lek przeciwbólowy, o działaniu narkotycznym. Nadużywanie tego leku może prowadzić do uzależnienia. - przeczytałam po cichu. W tym momencie zrozumiałam, że Michael ma problem. I to bardzo duży.
Ale czy takie uzależnienie może prowadzić do tego, abym była przez Michaela bita? Raczej nie.
Wyłączyłam urządzenie, zgasiłam lampkę i położyłam się obok męża.

*****

Moja głowa. Umieram. Pomocy. Tępy ból rozsadzał moją czaszkę od środka. Nienawidzę tego... Boli... Kurwa jak boli...
Usłyszałem ciche szuranie. Otworzyłem lekko oczy. Nie byłem u siebie. Musiałem przyjść do Kate, a raczej do jej matki. Podniosłem lekko głowę. Pościel była czysta. Odetchnąłem z ulgą.
- Tatuś? - poczułem jak ktoś wdrapywał się na łóżko.
- Tak mała? - posadziłem ją na swoim brzuchu.
- Wróciłeś do nas? - jak na prawie trzylatkę była niezłą gadułą. Kochana...
- Jak mamusia będzie chciała. - kąciki ust Charlie podniosły się w górę tworząc przepiękny uśmiech. - Idź po nią. - powiedziałem zestawiając dziecko na podłogę. Mała natychmiast pobiegła do drzwi, a ja mogłem jeszcze przez chwilę wygodnie leniuchować.
- O. Wstałeś. Ubierz się, posprzątaj łazienkę i możesz wracać do siebie. - wydawała się być zadowolona.
- Głowa mnie boli... - spojrzała się na mnie i wyszła z pomieszczenia. Po minucie wróciła trzymajac w dłoniach szklankę wody i tabletkę.
- Masz.
- Proszę. Porozmawiajmy... - jęknąłem biorąc tabletkę.
- Nie mamy o czym. - stanęła do mnie tyłem. Mogłem dokładniej przyjrzeć się jej strojowi. Miała na sobie pomarańczową bluzkę odsłaniającą płaski brzuszek, a tak chciałem,  żeby nie chudła... Przekręciłem się lekko. Szmatka była obcisła. Zdecydowanie za obcisła. Na tyłku miała krótką, czarną mini.  - Kochanie...
- Nie mów tak do mnie. - podeszła do szafy, a ja głośno przełknąłem ślinę. Kate była idealna. Ten strój i makijaż doprowadzały mnie do szału. Gdyby nie to, że nie jesteśmy sami, to bym się na nią rzucił... O nie... Odwróciła się w moją stronę. Jej biust... Marzenie. W tej chwili poczułem,  że moje majtki robią się coraz ciaśniejsze. Przewróciłem się na bok, nadal wpat się w kobietę.
Musiała zauważyć mój maślany wzrok, ponieważ schyliła się tak, że jej piersi były na wysokości mojej głowy. Chciałem ich dotknąć. Już wyciągnąłem dłoń,  ale Kate się wyprostowała.
- Ja wiem, że zrobiłem źle... - starałem się,  aby mój głos brzmiał w miarę normalnie. - zmieniłem się. Obiecałem sobie,  że już nigdy nie wezmę tego świństwa.
- Taak? A to, to co to jest? - rzuciła na pościel pudełko. Ech. No tak. Zapomniałem o tym.
- Ja już nie biorę. Jestem czysty. Uwierz mi. Te tabletki miałem wywalić. Jeszcze raz powtórzę: nie biorę.
- A ja ci nie wierzę. Nie po tym wszystkim...
- Przecież wiesz, że bym nigdy w życiu ciebie nie uderzył...
- Jednak chciałeś to zrobić.
- Ale nie zrobiłem.
- Bo był obok nas twój brat.
- Zaufaj mi.
- Nie potrafię... 

sobota, 14 maja 2016

One More Chance 2

Już od dwóch godzin byłam w Nibylandii. Zdążyłam się przywitać z domownikami i rozpakować swoje rzeczy.
Biedny Michael od razu udał się do sypialni. Widziałam, że był bardzo zmęczony.
- Gdzie jest Michael?! Muszę z Nim porozmawiać! - usłyszałam, jak ktoś mocno wali dłonią w drzwi.
- Śpi! Dopiero teraz przypomniałeś sobie o bracie? Brawo! - wpuściłam brata Michael'a. Jak mu tam było?  Chyba Randy...
- Gdzie śpi?! - widziałam,  że był bardzo zły.
- Po co tu przyjechałeś?
- Po pieniądze. Pożyczyłem mu i chcę,  żeby mi je oddał.
- Serio? - zaczęłam się śmiać. - Michael NIGDY nie pożyczał od Ciebie pieniędzy, bo niby po co,  skoro ma własne? - mężczyzna się zarumienił.  Jednak nie był to rumieniec wstydu,  a wściekłości. Podszedł do mnie,  a ja przestałam się śmiać. Wyrwał z moich dłoni kule i rzucił je w bok.
- Posłuchaj mała suko...
- Randy... Jesteś pijany. odejdź, zanim zrobisz coś głupiego. Dobrze ci radzę. - powiedziałam próbując się od niego oddalić, jednakże nie mając kul nie mogłam nic zrobić.
- Posłuchaj mnie. Albo odda mi kasę...
- Której mu i tak nie dałeś. - wtrąciłam się.
- ZAMKNIJ SIĘ! - wrzasnął.
- NIE! Teraz Ty mnie posłuchaj! Albo opuścisz ten dom i wytrzeźwiejesz, albo zawołam ochronę i oni się tobą zajmą. - zrobiłam krok w tył. Szybko schyliłam się i podniosłam swoje kule. Tymczasem mężczyzna niepewnym krokiem ominął mnie. Poszłam za nim. Zatrzymał się przy drzwiach sypialni. Ponownie zaczął walić dłońmi i krzyczeć.
- Obudzisz go! - próbowałam jakoś powstrzymać Randy'ego, ale nic z tego.  Znowu zostałam zwyzywana od suk.
- Przestań wyzywać moją żonę! - w drzwiach stanął Michael. Jego głos...  Nie poznałam go. Taki gruby...
- Michael... -mruknęłam, ale ten mnie zignorował i wpatrywał się w swojego brata.
- Oddaj mi pieniądze idioto!
- Jakie kurwa pieniądze?  Niczego od Ciebie nie brałem!
Mój Michael i przekleństwa... Dziwne...
Nasze spojrzenia się spotkały. Chciałam do niego podejść, jednak kiedy zrobiłam krok, ten powstrzymał mnie gestem dłoni.
- Brałeś je! Okrągły milion dolarów!
- Jeszcze raz powiem, może dotrze to do twojego chorego łba. Nigdy... nie... tknąłem... twojej...  kasy! Czy to tak trudno zrozumieć?! - z każdym wymawianym słowem mówił coraz głośniej.
- Mickey... Uspokój się... Jest pijany. - zaczęłam delikatnie.
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! - podskoczyłam. Jeszcze nigdy tak na mnie nie krzyknął.
- Ale ja...
- Zamknij się ci powiedziałem! - podszedł do mnie. Uniósł lewą dłoń i zamachnął się. Ja, chcąc uniknąć uderzenia, przełknęłam głośno ślinę i odwróciłam głowę.
Uderzy mnie,  czy nie?  Zamknęłam oczy. Czekałam chwilę. Nic. Zamiast uderzenia usłyszałam śmiech. Zaczęłam płakać.
-  I czemu ryczysz? Boisz się mnie. - mruknął. - To dobrze.
Z czym tak dobrze? - pomyślałam. - Z tym, że omal mnie nie pobiłeś?
Co mu się stało?  Przez całe nasze małżeństwo jeszcze nigdy się nie zachowywał tak, jak dzisiaj...
Odepchnęłam go lekko i nie myśląc o swojej kontuzji i bólu pobiegłam do pokoju Charlie. Będąc tam zamknęłam drzwi i nadal płacząc osunęłam się na podłogę. Podkuliłam nogi i schowałam twarz w dłoniach.
Nagle usłyszałam, jak moje dziecko wstaje z łóżeczka. Usłyszałam ciche:
- Mamusiu.
- Tak kochanie? - próbowałam powstrzymać płacz. Nie chciałam,  aby moje własne dziecko widziało mnie w takim stanie.
- Ciemu płaczesz? - wzięłam dziewczynkę na kolana.
- Mamusia nie płacze.  Tylko coś mi do oka wpadło. - wytarłam łzy. - Wiesz co?  Jutro pojedziemy do babci!  Pewnie dawno u niej nie nocowałaś, co?
Charlie przytaknęła, natomiast ja się uśmiechnęłam. Mała już była taka duża...i z buzi podobna do Michaela.
- Pojedziemy z tatusiem?
- Tatuś niestety zostanie w domu. Ma baardzo dużo pracy. - musiałam kłamać.
- Tata zawse ma duzo pracy! - wykrzywiła usteczka w podkówkę.
- Kochanie... Tatuś musi pracować. Gdyby tego nie robił,  to nie miałabyś zabawek. Kiedy podrośniesz,  to zrozumiesz. - poczułam,  jak moja córka się do mnie tuli. Wstałam i zaniosłam ją do łóżeczka. Po minucie otworzyłam drzwi.  Na korytarzu nikogo nie było.  Wyszłam z pokoju i dotarłam do sypialni.  Pchnęłam lekko ogromne drzwi. Rozejrzałam się i zauważyłam Michaela w łóżku.  Znowu spał.  Nie chciałam go więcej widzieć. Nie po tym wszystkim.
To koniec.

*****
Otworzyłem oczy. Ręką szukałem Kate. Niestety druga połowa łóżka była zimna. Odwróciłem tam głowę.  Pościel była nietknięta. Wstałem. Moje spojrzenie padło na szafkę nocną.  Na niej,  tuż przy lampie były leki.
- Cholera...  Co ja mogłem narobić? - starałem sobie wszystko przypomnieć, ale w głowie miałem kompletną pustkę. - Ale skoro obudziłem się we własnym łożu,  to nie może być aż tak źle. - powiedziałem i zacząłem się ubierać.
Wychodząc z pomieszczenia poczułem smakowity zapach. Idąc za tym zapachem dotarłem do kuchni. Moja kobieta stała tyłem do mnie, a przodem do okna i przygotowywała śniadanie. Wyglądała cudownie w samym szlafroku. Pewnie pod nim nic nie miała. Kiedy tylko o tym pomyślałem, to przygryzłem dolną wargę.
- Czemu nie spałaś razem ze mną?  - zapytałem, kiedy stanąłem za nią i chciałem ją pocałować.  Wzdrygnęła się.  Zaczęła szybciej oddychać.
- Ej. Co się stało?
Nic.  Cisza. Zero odzewu.
- Kochanie?  Jeśli coś zrobiłem wczoraj nie tak, to mi to po prostu powiedz.
Znowu cisza.
Wreszcie się odwróciła. Wystraszyła się mnie... Widziałem to w jej oczach.  Znowu chciałem ją pocałować,  ale kobieta odwróciła głowę.
- Co zrobiłem?  Ja wziąłem leki i...nic nie pamiętam. - zacząłem się jąkać. - Przepraszam... - byłem przerażony. A co jeśli... E nie. Nie zrobiłbym tego...
- Jeszcze dzisiaj zabieram małą i wyjeżdżam.
- Proszę... Nie... Tylko nie to... Nie zostawiaj mnie samego... - padłem na kolana i dłońmi objąłem jej długie nogi. - Powiedz, co ja zrobiłem?
- Najpierw krzyczałeś na mnie,  potem chciałeś mnie uderzyć, a kiedy tego nie zrobiłeś,  zacząłeś się ze mnie śmiać. - Co?! Ja?! Nie...
- Przepraszam... Słyszysz?  Przepraszam! Ja nie... - zacząłem płakać.  - mała... Nie możesz mi tego zrobić.  Ja nie mam kontroli nad tym... To jest silniejsze. Proszę... Zostań. Nie chcę być sam. Kocham cię...
- Gdybyś mnie faktycznie kochał,  to byś nie chciał mnie uderzyć!



****
Kolejny zapychacz.  Nie bijcie?  XD