piątek, 18 listopada 2016

Zawieszam?

Cześć.
Ostatnio w ogóle nie mam weny i czasu na te fanfiction. Jedna notka pisze się od października? Jak nie wcześniej. Obecnie nawet nie mam czasu na życie prywatne, a co dopiero na wattpada i na bloggera.
Studiuję pielęgniarstwo,  co za tym idzie mam zawalony cały tydzień. Zdarza mi się (jak dzisiaj) wracać do domu w nocy, bo po prostu od rana do wieczora mam zajęcia. Plus jeszcze dochodzą mi egzaminy jak i również prace bez udziału nauczyciela, czyli tak zwane ZBUNY (Zadanie Bez Udziału Nauczyciela.)  Myślałam, że będę mogła na spokojnie pogodzić pisanie ze studiami. Jednak myliłam się.
Czy zawieszam?  Sama nie wiem. Kiedy będę miała czas to wrzucę notkę, ale kiedy to będzie? Nie wiem. Mam nadzieję, że się za to nie obrazicie. Musicie cierpliwie czekać.
Pozdrawiam. Ważka :) 

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

One More Chance 5 part 1

Mała. Wstajemy. — poczułam, jak Michael zaczyna całować moje plecy.
Wydałam z siebie pomruk niezadowolenia i odwróciłam się w stronę męża.
— Michael... Jeszcze chcę pospać.
— Nie ma mowy. Wstawaj i to już!
— Spaadaj. Daj się człowiekowi wyspać. — zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, jak Michael całuje mnie w szyję. — Stop. Przestań.
— Nie. — zaczął mnie gryźć.
— Michael noooo...
— Co? — jego twarz pojawiła się nad moją. — Dobrze wiem,że to ci się podoba. — wymruczał.    
— O nie. — odsunęłam jego twarz od swojej i usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać po pokoju. Wyglądał, jakby przeszło przez niego istne tornado. Ciuchy leżały na podłodze, wszędzie było pełno pierza.
Co myśmy tutaj wyprawiali... O cholera... Ile będzie sprzątania...
— Ale tu bałagan...
— hmm... ciekawe kto to posprząta... — Napewno nie ja! Michael Jackson gosposia... W sumie to czemu nie?  On by sprzątał, a ja bym odpoczywała...
— Ty, bo ja jadę po dziecko i resztę twoich rzeczy. — mówiąc to wstał i zaczął się ubierać.
No niee...
— Ale ja nie powiedziałam, że wracam do ciebie.
— Ty jeszcze nie wiesz, że wracasz. — zaczął chodzić po pokoju.
— Ech...jednak jeszcze sobie pośpię. — mruknęłam i ponownie się położyłam.

~*~


Godzinę później obudził mnie dziecięcy pisk. Otworzyłam oczy, usiadłam na łóżku przykrywając się pościelą.
— Nie  krzycz, bo obudzisz mamusię.
— Dzie mama?
— Śpi. Ej. Ej! Nie biegaj,  bo się wywalisz! — usłyszałam głośny tupot — Mała no... Chodź tutaj!
— Mamamamamama!
— Nie wolno! — Charlie najwyraźniej stała już pod drzwiami pokoju. Ktoś otworzył drzwi i mała z impetem, omal się nie przywracając, wpadła do pomieszczenia.
— Widać, że to twoje dziecko Michael... Idealny odlew zrobiłeś, wiesz?  Nie dosyć, że z buźki podobna do ciebie, to jeszcze ma twój charakterek. — mówiąc to, wzięłam córeczkę na kolana. Dziewczynka miała na sobie kolorową, grubą sukieneczkę z długimi rękawkami. Włoski miała zebrane w kitkę.
— Całą drogę wołała: mama mama! — mruknął siadając po drugiej stronie łóżka.
— Bo ona jest córeczką mamusi, nie? — Charlie przytaknęła. — Pewnie głodna jesteś. Powiedz tacie, żeby ci coś zrobił.
— Tata jeść.
— Już się robi. Chodź. Pójdziesz ze mną, a mamusia się w tym czasie ubierze. — wziął ode mnie małą i wyszedł. Wyszłam z łóżka i zaczęłam się powoli ubierać. Założyłam zwykły, gruby, biały sweter i długie, jeansowe spodnie.
Po kilku minutach weszłam do kuchni. Charlie siedziała na blacie, tuż przy lodówce, a Michael kursował od lodówki do kuchenki.
— Co robisz na śniadanie?
— Płatki na mleku... — mówiąc to wyjął z lodówki karton soku pomarańczowego.
— Pilnuj, żeby ci nie wykipiało. — podeszłam do córeczki. Usłyszałam znajomy syk.
— O nie. Tylko nie to... — pobiegł do kuchenki i wyłączył garnek.
— Mówiłam pilnuj... — wzięłam dziecko na ręce i usiadłam z nią przy stole.
— Nie wkurzaj mnie! — powiedział, rozkładając talerze, sztućce i nasypując płatki.
— No. Udało się. A teraz życzę wam smacznego. — usiadł obok mnie.
— Wiesz... Chciałabym zacząć pracować. — rzekłam, kiedy pierwsza łyżka śniadania wylądowała w ustach mojego dziecka.
To prawda. Chciałabym rozpocząć pracę, zacząć zarabiać własne pieniądze, nie brać od męża.
— Co. Nie ma mowy. To ja tutaj jestem od zarabiania pieniędzy. Nie zgadzam się. Nie będziesz pracować.
— Ale ja ciebie nie pytam o zgodę. — uśmiechnęłam się. — Ja tylko stwierdzam fakt.
— A ja oczywiście nie mam nic do powiedzenia, tak?
— Wiedziałam, że się nie zgodzisz...
— Moja żona nie będzie pracować...
— Lepiej nie kończ tego zdania. Ja ci dobrze radzę. Dwa dni temu widziałam przyklejoną kartkę na szybie pewnego baru. Ktoś szukał kelnerki. Rozmawiałam z szefem i dopiero od jutra mogę zaczynać.
— Nie...
— Zamknij się. — jak powiedziałam, tak zrobił. Nie odzywał się do mnie do końca posiłku.
*****
— Nie będziesz pracować. — mruknąłem myjąc talerze.
— Mylisz się. — powiedziała kobieta jednocześnie ścierając stół.
— Jak to będzie wyglądać? Żona Michaela Jacksona pracuje, bo mąż jej nie daje pieniędzy!
— Nie dramatyzuj. Dobrze wiesz, że chcę mieć własne pieniądze.
— Ale co ludzie powiedzą?
— Od kiedy ciebie interesuje to, co inni powiedzą?  Myślałam, że masz w dupie to, co piszą o tobie...
— Bo mam. — przyznałem.
— Jak widać nie masz, skoro bardziej ciebie interesują słowa innych, niż dobro własnej żony!
— Dobra. Nie unoś się tak. Chciałem tylko wyrazić swoje zdanie — włożyłem naczynia do suszarki.
— Wyrazić swoje zdanie? Wyglądało to tak, jakbyś próbował mi wmówić, żebym zrezygnowała.
— Mała no... Proszę cię. Pomyśl jeszcze nad tym. Masz przecież pieniądze... — stanąłem za nią.
— Nie Michael. Ja już podjęłam decyzję — odwróciła się w moją stronę. — Dobrze wiesz, że jej nie zmienię.




*****
Witam. Dawno mnie nie było... W sumie to nie wiem, co napisać. Ostatnio wiele się zmieniło w moim życiu, ale...co ja Wam będę się zwierzać. :) Dzisiaj mamy radosny dzień! Sto lat Michael!
Każdy wstawia zdjęcie Michaela z torem, a ja będę orginalna i wrzucę zdjęcie samego Michasia! :)