poniedziałek, 29 sierpnia 2016

One More Chance 5 part 1

Mała. Wstajemy. — poczułam, jak Michael zaczyna całować moje plecy.
Wydałam z siebie pomruk niezadowolenia i odwróciłam się w stronę męża.
— Michael... Jeszcze chcę pospać.
— Nie ma mowy. Wstawaj i to już!
— Spaadaj. Daj się człowiekowi wyspać. — zamknęłam oczy. Po chwili poczułam, jak Michael całuje mnie w szyję. — Stop. Przestań.
— Nie. — zaczął mnie gryźć.
— Michael noooo...
— Co? — jego twarz pojawiła się nad moją. — Dobrze wiem,że to ci się podoba. — wymruczał.    
— O nie. — odsunęłam jego twarz od swojej i usiadłam na łóżku i zaczęłam się rozglądać po pokoju. Wyglądał, jakby przeszło przez niego istne tornado. Ciuchy leżały na podłodze, wszędzie było pełno pierza.
Co myśmy tutaj wyprawiali... O cholera... Ile będzie sprzątania...
— Ale tu bałagan...
— hmm... ciekawe kto to posprząta... — Napewno nie ja! Michael Jackson gosposia... W sumie to czemu nie?  On by sprzątał, a ja bym odpoczywała...
— Ty, bo ja jadę po dziecko i resztę twoich rzeczy. — mówiąc to wstał i zaczął się ubierać.
No niee...
— Ale ja nie powiedziałam, że wracam do ciebie.
— Ty jeszcze nie wiesz, że wracasz. — zaczął chodzić po pokoju.
— Ech...jednak jeszcze sobie pośpię. — mruknęłam i ponownie się położyłam.

~*~


Godzinę później obudził mnie dziecięcy pisk. Otworzyłam oczy, usiadłam na łóżku przykrywając się pościelą.
— Nie  krzycz, bo obudzisz mamusię.
— Dzie mama?
— Śpi. Ej. Ej! Nie biegaj,  bo się wywalisz! — usłyszałam głośny tupot — Mała no... Chodź tutaj!
— Mamamamamama!
— Nie wolno! — Charlie najwyraźniej stała już pod drzwiami pokoju. Ktoś otworzył drzwi i mała z impetem, omal się nie przywracając, wpadła do pomieszczenia.
— Widać, że to twoje dziecko Michael... Idealny odlew zrobiłeś, wiesz?  Nie dosyć, że z buźki podobna do ciebie, to jeszcze ma twój charakterek. — mówiąc to, wzięłam córeczkę na kolana. Dziewczynka miała na sobie kolorową, grubą sukieneczkę z długimi rękawkami. Włoski miała zebrane w kitkę.
— Całą drogę wołała: mama mama! — mruknął siadając po drugiej stronie łóżka.
— Bo ona jest córeczką mamusi, nie? — Charlie przytaknęła. — Pewnie głodna jesteś. Powiedz tacie, żeby ci coś zrobił.
— Tata jeść.
— Już się robi. Chodź. Pójdziesz ze mną, a mamusia się w tym czasie ubierze. — wziął ode mnie małą i wyszedł. Wyszłam z łóżka i zaczęłam się powoli ubierać. Założyłam zwykły, gruby, biały sweter i długie, jeansowe spodnie.
Po kilku minutach weszłam do kuchni. Charlie siedziała na blacie, tuż przy lodówce, a Michael kursował od lodówki do kuchenki.
— Co robisz na śniadanie?
— Płatki na mleku... — mówiąc to wyjął z lodówki karton soku pomarańczowego.
— Pilnuj, żeby ci nie wykipiało. — podeszłam do córeczki. Usłyszałam znajomy syk.
— O nie. Tylko nie to... — pobiegł do kuchenki i wyłączył garnek.
— Mówiłam pilnuj... — wzięłam dziecko na ręce i usiadłam z nią przy stole.
— Nie wkurzaj mnie! — powiedział, rozkładając talerze, sztućce i nasypując płatki.
— No. Udało się. A teraz życzę wam smacznego. — usiadł obok mnie.
— Wiesz... Chciałabym zacząć pracować. — rzekłam, kiedy pierwsza łyżka śniadania wylądowała w ustach mojego dziecka.
To prawda. Chciałabym rozpocząć pracę, zacząć zarabiać własne pieniądze, nie brać od męża.
— Co. Nie ma mowy. To ja tutaj jestem od zarabiania pieniędzy. Nie zgadzam się. Nie będziesz pracować.
— Ale ja ciebie nie pytam o zgodę. — uśmiechnęłam się. — Ja tylko stwierdzam fakt.
— A ja oczywiście nie mam nic do powiedzenia, tak?
— Wiedziałam, że się nie zgodzisz...
— Moja żona nie będzie pracować...
— Lepiej nie kończ tego zdania. Ja ci dobrze radzę. Dwa dni temu widziałam przyklejoną kartkę na szybie pewnego baru. Ktoś szukał kelnerki. Rozmawiałam z szefem i dopiero od jutra mogę zaczynać.
— Nie...
— Zamknij się. — jak powiedziałam, tak zrobił. Nie odzywał się do mnie do końca posiłku.
*****
— Nie będziesz pracować. — mruknąłem myjąc talerze.
— Mylisz się. — powiedziała kobieta jednocześnie ścierając stół.
— Jak to będzie wyglądać? Żona Michaela Jacksona pracuje, bo mąż jej nie daje pieniędzy!
— Nie dramatyzuj. Dobrze wiesz, że chcę mieć własne pieniądze.
— Ale co ludzie powiedzą?
— Od kiedy ciebie interesuje to, co inni powiedzą?  Myślałam, że masz w dupie to, co piszą o tobie...
— Bo mam. — przyznałem.
— Jak widać nie masz, skoro bardziej ciebie interesują słowa innych, niż dobro własnej żony!
— Dobra. Nie unoś się tak. Chciałem tylko wyrazić swoje zdanie — włożyłem naczynia do suszarki.
— Wyrazić swoje zdanie? Wyglądało to tak, jakbyś próbował mi wmówić, żebym zrezygnowała.
— Mała no... Proszę cię. Pomyśl jeszcze nad tym. Masz przecież pieniądze... — stanąłem za nią.
— Nie Michael. Ja już podjęłam decyzję — odwróciła się w moją stronę. — Dobrze wiesz, że jej nie zmienię.




*****
Witam. Dawno mnie nie było... W sumie to nie wiem, co napisać. Ostatnio wiele się zmieniło w moim życiu, ale...co ja Wam będę się zwierzać. :) Dzisiaj mamy radosny dzień! Sto lat Michael!
Każdy wstawia zdjęcie Michaela z torem, a ja będę orginalna i wrzucę zdjęcie samego Michasia! :)

sobota, 9 lipca 2016

One More Chance 4

- On jest pijany.
- Ja pierdole. Znowu?! - krzyknęłam do słuchawki. Dzwonił do mnie jeden z ochroniarzy Michaela.
- Tak, a za godzinę ma spotkanie z adwokatem.
- Boże. Co ten człowiek ze sobą zrobił. - mruknęłam.
- On potrzebuje ciebie.
- Jedyne, czego potrzebuje, to porządnego kopa w jaja. Może wtedy by się otrząsnął.
- Przyjedź.
- Nie da rady przełożyć tego spotkania na inny termin?
- Jedynie na późniejszą godzinę. Tom jest zajęty. Dzwoniłem. Następny wolny termin ma dopiero w przyszłym tygodniu. Jest szesnasta. Na siedemnastą adwokat ma przyjechać do Nibylandii.
- Przełóżcie chociaż o godzinę. Ja tam za chwilę będę. - rozłączyłam się. Położyłam telefon na biurku i zaczęłam się przebierać. Po chwili miałam na sobie luźną bluzkę i szary dres. Na to jeszcze włożyłam czarną kurtkę.
Co ten człowiek odwala? Nigdy nie pił, nie brał leków... Co do cholery się z nim stało? Jeśli się okaże, że alkoholem popijał leki, to go normalnie uduszę.
- Mamo!
- Tak? - usłyszałam głos rodzicielki.
- Zajmiesz się małą? Ja muszę pojechać do Michaela.
- A coś się stało?
- Debil się napił, a zaraz ma bardzo ważne spotkanie.
- Kiedy wrócisz?
- Nie wiem mamo - powiedziałam, ucałowałam swoje dziecko i wyszłam z domu.
Pół godziny później stałam już przed drzwiami Nibylandii. Cały dom był oświetlony. Zaczęłam pukać. Po minucie Miko otworzył drzwi.
- Gdzie on jest? - mruknęłam.
- Śpi. - powiedział i wpuścił mnie.
- Udało się przenieść spotkanie na późniejszą godzinę? Adwokat ma tutaj przyjechać? - zdjęłam kurtkę i podałam ją mężczyznie.
- Tak.
- Idź do kuchni, zrób mocną kawę i coś do jedzenia. Ja go zaraz obudzę. - stanęłam przed naszą sypialnią. Powoli, cicho uchyliłam drzwi. Do moich nozdrzy dotarł zapach alkoholu. Mimowolnie zakryłam twarz. Wchodząc do pokoju zauważyłam walające się po podłodze sterty gazet. Przy szafce leżało parę butelek po wódce.
Wzięłam pierwszą lepszą gazetę i zaczęłam czytać. Na pierwszej stronie było zdjęcie Michaela i podpis- Jackson pedofil. W tej chwili zrozumiałam go. To go bolało. Brał leki, żeby zapomnieć. W tej chwili byłam w stanie mu wybaczyć to, co mi zrobił.
Spojrzałam na swojego męża. Spał odwrócony do mnie tyłem. Podeszłam do niego.
- Michael... - szturchnęłam go lekko. Nic. - Mickey...wstawaj... - ściągnęłam z niego kołdrę, ale Michael tylko się obrócił na plecy.
Hmm... Jak by go obudzić? Kubeł zimnej wody! Dobre.
No cóż... Nigdy tego nie robiłam. Przepraszam Michael.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Tak, jak pomyślałam, tak zrobiłam.
- Co tu się kurwa... - momentalnie usiadł.
- No wreszcie królewicz raczył się obudzić.
- Niedobrze mi... - szybko podsunęłam mu wiaderko pod brodę. Zaczął wymiotować.
- Ja naprawdę przepraszam... - powiedział.
- Później o tym porozmawiamy. Teraz trzeba ciebie ogarnąć. - zaczęłam zbierać wycinki. Na wszystkich był Michael.
- Pedofil. - usłyszałam.
- Co?
- Powinienem umrzeć. Nie zrobiłem tego, ale dla wielu ludzi już jestem stracony. - mruknął.
- O nie. Nie poddasz się. Nie pozwolę na to!
- Ja już nie mam siły... - odłożył wiaderko i ponownie się położył.
- Jesteś niewinny?
- Tak.
- To nie pierdol, że nie masz siły. - podeszłam do parapetu i otworzyłam wszystkie okna. - Wstawaj. Za chwilę będzie tutaj adwokat.
- Zapomniałem... - posłusznie podniósł się z łóżka.
- Dojdziesz sam do łazienki, czy mam Ci pomóc?
- Nie. Dam sobie radę. - wziął wiaderko i wyszedł z pokoju. Ja tymczasem wyrzuciłam gazety, butelki i usiadłam na łóżku.
Wreszcie te pomieszczenie normalnie wygląda. Jak oni mogą go tak oczerniać? No jak? Jest niewinny...
- Już?
- Tak. Jak wyglądam? - był w samym szlafroku.
- Okropnie. Zresztą...jak zwykle.
- Wiesz co? Wielkie dzięki. - usiadł obok mnie. - Ja nie wiem... Jak tak można? - schował twarz w dłoniach. Wiedziałam co czuł. - Piszą, że jestem śmieciem, potworem, że nie powinienem żyć. Robią wszystko, byleby mnie zniszczyć. Co ja im takiego zrobiłem?
- Wszystko będzie dobrze. Wygrasz to. - do moich uszu dobiegło łomotanie. Po chwili zza drzwi wyłoniła się głowa ochroniarza.
- Lada moment adwokat przyjedzie, a jedzenie i kawę położyłem w salonie.
- Dobrze. Zaraz wyjdziemy.
-Ale ja nie jestem głodny. - mój mąż zaprotestował.
- Musisz coś zjeść.
- Nic nie muszę.
- Zjesz. - zaczęłam się z nim kłócić.
- Nie.
- Tak.
- Nie. - uśmiechnął się. I o to mi chodziło.
- I tak zjesz. - wyszczerzyłam ząbki w szczerym uśmiechu.

Wstałam i wyjęłam z szafy czerwoną koszulę i czarne spodnie. Rzuciłam te rzeczy Michaelowi i wyszłam, żeby mógł się w spokoju ubrać. Udałam się w stronę salonu. Wszystko było idealnie przygotowane. Pozostało tylko czekać na przyjazd adwokata.

****
Walka.
Chcę walczyć. Muszę wygrać. Dla rodziny. Dla fanów. Dla wszystkich.
M

uszę coś z tym zrobić. Będzie trudno, ale muszę odzyskać rodzinę...

- Zostań dzisiaj ze mną. - powiedziałem stając obok swojej żony.
- A mam jakieś inne wyjście? - zapytała. Staliśmy w wejściu do domu. Zbliżała się godzina dwudziesta. Na dworze było już ciemno, zimno, a na dodatek zaczął padać obfity deszcz. - Muszę tylko zadzwonić do mamy, żeby zajęła się dzieckiem. - westchnęła delikatnie opierając głowę na moim ramieniu.
- Wybaczysz mi? Ja...ja się zmienię. - objąłem ją ramieniem. Odpowiedziała mi cisza. - Mała? - zero odzewu. Chyba zasnęła... Spojrzałem się na nią. Miała przymknięte powieki. Podniosłem kobietę. Momentalnie obiema dłońmi objęła moją szyję.

*
Usłyszałem krzyk. Powoli otworzyłem oczy. Pokój był oświetlony przez małą lampkę nocną.
- O Boże... - moja żona płakała. Siedziała skulona na łóżku.
- Co się stało? - zapytałem przysuwając się do Kate.
- Nic.
- Koszmar?
- Tak. Śniło mi się,  że oni mnie znowu znaleźli...i...
-Spokojnie. To tylko sen. - zacząłem gładzić ją po plecach. - Nic ci nie mogą zrobić, bo mają sądowy zakaz zbliżania się do ciebie. - pocałowałem ją w czoło. Moja żona przytuliła się do mnie.
- Em... Kicia? - mruknąłem, kiedy poczułem jej dłoń pod swoją koszulą.
-Mhm...Co?- jej dłoń powoli kierowała się ku dołowi.
-Co Ty robisz?- odkleiła się ode mnie.
-Wiem, że tego chcesz..- usiadła na moich kolanach, przełknąłem głośno ślinę.
-Tak bardzo za Tobą tęskniłam..- wymruczała składając pojedyncze pocałunki na mojej szyi, przymknąłem oczy odchylając lekko głowę w tył z rozkoszy. Tak bardzo brakowało mi tego brakowało...Dotknąłem jej rozgrzanego policzka i musnąłem delikatnie jej wydatne usta. Nasz pocałunek z każdą sekundą stawał się coraz bardziej namiętny. Językiem pieściłem jej podniebienie, a ręce zsunąłem z pleców na pośladki słysząc w nagrodę jej ciche mruczenie. Oderwała się niechętnie ode mnie, ale tylko po to by zająć się pozbawieniem mnie koszuli, rozpinając guziki za każdym razem całowała mnie czule w usta. Po chwili flanelowy materiał leżał na podłodze tak samo jak  jej koszula nocna. Podniecenie w moich spodniach urosło jeszcze bardziej gdy Kate zaczęła szurać paznokciami po skórze na moich podbrzuszu, czułem że zaraz nie wytrzymam i dosłownie rzucę się na nią, ale po chwili postanowiłem się jednak nie spieszyć. Chciałem delektować się wspólną chwilą, chciałem żeby ta noc była wyjątkowa. Zwinnie przewróciłem ukochaną na plecy. Wpiłem się nieco nachalnie w jej usta na co przyciągnęła mnie jeszcze bliżej siebie zaplatając ręce na moim karku. Ustami schodziłem coraz to niżej, dotykałem i pieściłem każdy milimetr jej wijącego się z rozkoszy pode mną ciała. Była cała rozpalona, jej skóra aż parzyła. Słyszałem jak jej oddech coraz bardziej przyspiesza, jak zaczyna cichutko dyszeć, co było jak miód na moje uszy. Serce w mojej piersi też przyspieszyło swój rytm, jakby chciało wyskoczyć. Dawno się tak nie czułem, przy żadnej kobiecie się tak nie czułem. Za każdym razem gdy ją dotykałem czułem ten prąd przechodzący przez jej ciało. Atmosfera robiła się coraz bardziej gorąca, cięższa, trudna wręcz do zniesienia. Kate zaczęła szeptać mi do ucha różne rzeczy, prośby jak i fantazje. Mruczała zniecierpliwiona co spowodowało uśmiech na mojej twarzy.
-Mmm...Michael błagam...- pociągnęła mnie za włosy chcąc tym bym zaprzestał tortur na jej ciele, ale ja nie mogłem się powstrzymać. Było tak kuszące, tak pociągające, słodkie, idealne...Nie mogłem się mu oprzeć. Widząc, że nie mam zamiaru się z niczym spieszyć zsunęła spodnie z moich bioder. Przyciągnęła mnie mocno za pośladki i w tym momencie złączyłem nasze ciała w jedność. To było cudowne uczucie czuć ją znowu, słyszeć westchnienia, czuć ciepły oddech na twarzy. To uczucie na które czekałem naprawdę długo. Czułem jak wszystko rozsadza mnie od środka, jakbym miał zaraz eksplodować. Tylko ona potrafiła wywołać u mnie taki stan. Starałem się być czuły i delikatny mimo wszystko, szanowałem ją, była moją żoną, a nie panienką na jedną noc.
-Och Kate...- zdołałem tylko wymruczeć wprost do jej ucha, czułem jak momentalnie zadrżała na dźwięk mojego głosu. Czułem się jak w tańcu, ta sama adrenalina, te same emocje, te same uczucia całkowitego spełnienia. I ten błogi stan który ogarniał mnie na koniec tak jak i tutaj. Upadłem delikatnie na jej klatkę piersiową, która bardzo szybko opadała i podnosiła się. Byłem zmęczony, ale spełniony. Zacząłem całować jej wilgotną skórę na piersiach by po chwili dojść do nabrzmiałych i lekko sinych ust, które aż prosiły się o pocałunek co też zrobiłem.
-Kocham cię.- wyznała odrywając się ode mnie. Oparłem czoło o jej i spojrzałem głęboko w jej ciepło czekoladowe oczy, które były przepełnione miłością. Uśmiechnąłem się delikatnie dotykając kciukiem jej dolną wargę.
-Ja ciebie bardziej.

****

Baaasiuu jeszcze raz Ci dziękuję :**

Anomimki... Ukażcie się. Ja nie gryzę.  :)